W zwierzyńcu pojawiły się nowe zwierzęta. W okresie maj-lipiec z inkubatora i klujnika wyszło na świat półtora tysiąca bażantów, przepiórek, araukanów i wielu innych gatunków ptactwa. Odwiedzający mogli oglądać sceny klucia się piskląt w tym strusi afrykańskich i emu. Już w lutym pojawiły się dzicze maluchy-pasiaki niewiele większe od morskiej świnki.
Na początku marca ok. dziesięciu par gęgaw (dzikich gęsi) opuściło jeziorko, aby udać się na pobliskie bagna w celu odbycia lęgów. Kilku parom udało się to i na początku września wróciły na jeziorko z przychówkiem. W okresie wiosennym na terenie zwierzyńca w najróżniejszych jego zakamarkach (pod schodami, w rozgałęzieniu starej wierzby, w sągu drewna, na oczku wodnym) w warunkach półwolnościowych przyszło na świat ok. stu młodych dzikich kaczek i 8 dzikich gęsi. Rozmnażały się przebywające na wolności dzikie króliki, feniksy i inne krukowate, w tym białe pawie. Po terenie zwierzyńca ptasie mamy prowadziły swoje pisklęta nie obawiając się zupełnie ludzi. Trochę to niezwykłe biorąc pod uwagę, że były to autentyczne, dzikie kaczki, dzikie gęsi itp. W trakcie karmienia ryb w oczku wodnym kaczuszki wielkości pięści rywalizowały dzielnie o pokarm z karpiami koi o wadze 3 kg. Najwięcej troski poświęciliśmy zwierzętom, które trafiły do nas „po przejściach”. W sumie było 7 bocianów ze złamanymi nogami , skrzydłami lub po zatruciu pokarmowym. Wszystkie z wyjątkiem jednego wróciły do swych dziko żyjących pobratymców. Pod koniec maja przywieziono do nas pogryzioną przez psy dwutygodniową sarenkę – Myszkę. Ciężko chorowała, nie widziała na jedno oczko ale wyrosła na dzielną i szczęśliwą sarenkę. Tworzy niezwykłą, nierozdzielną parę z 4 miesięcznym jeleniem Cezarem. Młody jeleń miał niewiarygodne szczęście. Jego jelenia mama (łania) z malutkim Cezarem w brzuszku straciła życie w wypadku drogowym. Ale jeszcze zdążyła resztkami sił urodzić malucha, wylizała go i dopiero wtedy wyzionęła ducha. Małego cielaka znaleźli ludzie i trafił na miesiąc do nadleśnictwa. Ufny dla ludzi rósł jak na drożdżach. Po miesiącu znalazł się w zwierzyńcu „Ani i Filipa” gdzie od początku bez reszty podbił serca gospodarzy i odwiedzających nas gości. Wypijał 5-6 litrów koziego mleka dziennie, obgryzł bezkarnie najcenniejsze rośliny w ogrodzie, wchodził przez przypadkowo nie zamknięte drzwi balkonowe do salonu gdzie na środku robił siusiu i nie tylko. Jest połowa października – Cezar i Myszka ciągle uwielbiają ciepłe mleko i figlują do woli ciesząc się znakomitym zdrowiem i samopoczuciem.
Dwunastego października Kora i Murzyn, małżeństwo czekoladowych lam doczekało się pierwszego potomka. Maluch przyszedł na świat w zimny, deszczowy dzień. Leżał mokry na ziemi, każda próba przeniesienia małego do suchej i osłoniętej od wiatru wiaty kończyła się szarżą niezadowolonej mamy. Po godzinie lenie dziecko stało już na chwiejących co prawda nogach i cięgnęłociepłe mleczko. Dwie doby wystarczyły aby maluch przeistoczył się w długonogie śliczne lamiątko.